niedziela, 13 sierpnia 2017

Osądzamy o myśli, których nie znamy

Idąc ulicą, przebywając w dużym gronie, a nawet mijając kogoś w sklepie zawsze ktoś na nas patrzy. Taka jest już nasza natura. Mamy oczy - patrzymy. 
Wielu z nas zauważając czy też czując na sobie czyjeś spojrzenie osądza obserwatora o myślenie o nas w konkretny sposób. Najczęściej, jednak osądzamy innych o myśli, których sami w rzeczywistości nie znamy. 
Na czym to polega?


Niemal za każdym razem, gdy jestem wśród ludzi widzę jak inni na mnie patrzą. Wtem wydaje mi się, że o mnie myślą. Czuję to i osądzam ich o myśli...  Myśli, o których nie mam żadnego pojęcia. Jakie one są? Nie umiem, przecież w nich czytać, a czuję co konkretnie inni sobie myślą o mojej osobie. Nigdy nie rozmawiałam z tymi osobami, a wydaje mi się, że znam ich zdanie na mój temat.
I żyłam w takim przekonaniu. Czułam, że każdy, kto na mnie patrzy myśli, iż jestem gruba. 
Nigdy mi tego nie powiedziano, a ja trwałam w przekonaniu, że inni właśnie tak twierdzą. 
Skąd to się wzięło?
Najzwyczajniej osądzałam innych o myśli, których nie znałam. Twierdziłam, że skoro ja myślę o sobie w następujący sposób, to wszyscy wkoło mnie myślą dokładnie tak samo. 


Jest to niezwykle bolesne, a zwłaszcza dla ludzi, którzy myślą o sobie w negatywny sposób. Takie posądzanie innych o własne myśli przysparza wiele cierpienia. Niedość, że sami jesteśmy przeciwko sobie, to jesteśmy fałszywie pewni, że inni również.
W niektórych przypadkach wyjścia z domu przestają być przyjemnością, a stają się stresujące i nagle przestaje się mieć na nie jakiekolwiek chęci. Niekiedy dochodzi do lęku społecznego.

Rozmawiając z moją psycholożką poruszyłam właśnie ten temat. Uświadomiła mi, że moje myślenie nie jest myśleniem innych, że nie mam zdolności czytania w myślach i w rzeczywistości nie mam pojęcia co inni o mnie twierdzą. To tylko ja... To ja oskarżam ludzi o myśli rzekomo mi znane, a wprawdzie nieznane. 
W mojej głowie zaczęły pojawiać się lampeczki. Coś do mnie przemówiło, że to, co jest w mojej głowie nie jest w głowach pozostałych. 


Walka z własnymi myślami nie jest łatwa. Nie da się ich pozbyć raz na zawsze. To długotrwały proces i tak też jest w tej sytuacji. 
Jest to niezwykle trudne, ponieważ nie ma dowodów na to, że ktoś myśli tak, a nie tak. Ciężko przyjąć wyjaśnienia psychologów. Ciężko się "odeprzeć", gdy już się zaparło.
Myślę, że kluczem jest tutaj chęć. Trzeba chcieć i słuchać doświadczonych, a może wtedy coś się zacznie zmieniać. 
W moim przypadku było tak, że zrozumiałam to, co się zadziewa w mojej, zaczęłam myśleć w podobny sposób, na jaki nakierowała mnie psycholog. 
Niestety pomimo wiedzy nie zastosowałam tego do siebie. Znałam teorię, ale nie używałam tego w praktyce. Gdy jest potrzeba, niestety zapominam o tym, czego się nauczyłam.
Uruchamiają się mechanizmy...

Idzie ulicą dumna dziewczyna z wysoko podniesioną głową. Jest twarda,nic jej nie złamie. Stawia kolejny krok i coś wyczuwa. Palące spojrzenie. Patrzy i znajduje wzrok staruszki. Przypomina sobie sytuację, gdy pewna pani wybuchła na nią nieuzasadnioną złością. Znów jest ofiarą. Jest na widoku, ale próbuje zniknąć. Spuszcza wzrok. Wyobraża sobie jak potwornie może o niej myśleć ta kobieta. Mija ją. Zostawia w spokoju. Nie krzywdzi. 
Jednak pewność siebie znika Pojawia się ogromny wstyd i poczucie winy. Złudzenie. Nie, że nie wytrzyma. Coraz trudniej się jej oddycha. Musi się ukryć. Przestać być na widoku. Uciec przed ocenami i gardzącymi spojrzeniami.

A ty? Potrafisz z tym zawalczyć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz